- Wpisów: 25
- Średnio co: 23 dni
- Ostatni wpis: 1 rok temu, 10:48
- Licznik odwiedzin: 2 497 / 606 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Bardziej szczegółowo.
Obecnie siedze w domku
Juz cały szczęśliwy, zmęczony i przygotowujący sie psychicznie na następne dni.
Zanim jednak dotarłem do moich ukochanych Tychów to musiałem przebyć wiele kilometrów.
Wszystko zaczęło się rano w Chefchouan. Razem z najlepszymi Polakami pod słońcem poszliśmy na dworzec autobusowy koło 6 rano. Tam się pożegnaliśmy bo ich gnało aż do Nadoru i okolic a mnie do Tangeru. Nie zazdrosciłem im tej 10 godzinnej podróży, ale z smsa Wojtka wynikało, że wrażenia całkiem całĸiem. Mój autobus był hmmm, jakby to powiedzieć... No właśnie taki. W połowie trasy, konkretnie w Tetuan oczekiwała mnie niespodziewana przesiadka do drugiego autobusu, tego samego typu, ale jednak w tym lepszego, ze nikt obok mnie nie siedział i mogłem jakos pomiescic moje nogi na siedzeniu obok.
W Tangerze wylądowałem w nieznanym sobie miejscu, ale przewodnik zdał egzamin poraz kolejny i szybko znalazłem drogę. W porcie dowiedziałem się, że jeśli chce bezpośrednio dostać się do Algercias musze dostac sie do nowego portu. Za pomocą autobusu bo znajduje sie on okolo 40 km od Tangeru. Na dworcu dowiedziałem sie, ze autobus jest za darmo ale trzeba miec bilet. Niestety pan obsługujący kasy olał moje zapytanie o to, w jaki sposób mam zdobyć bilet, skoro powiedziano mi w porcie, ze bilet do Algercias musze kupic w nowym porcie. Na szczęście ktos inny mi pomógł i wskazał mi miejsce gdzie mogłem kupić taki bilet na miejscu i tym samym dostać się do nowego portu za pomocą autobusu.
Nie był to jednak koniec problemów. Priorytetem stała się wymiana marokańskich dirhamów na euro. Potrzebowałem tej kasy, żeby mieć na bilet do Malagi i na bilet na autobus na lotnisko. Jednak jak się okazało wymiana pieniędzy na euro nie jest tak łatwa jak wymiana na dirhamy. W pobliżu portu żaden kantor nie chciał mi sprzedać ojro. Została mi jedna opcja - iść w góre miasta do mediny. Wiedzialem, że tam jest ulica na której jest pełno kantorów. Problemem było to, że autobus odjeżdzał mi za 15 minut. Ruszyłem więc ostro i gazem pod góre z plecakiem niemalże biegłem. Spociłem sie jakbym biegł maraton
W końcu dotarłem na miejsce i musiałem odwiedzić chyba ok 6 kantorów, by znalazł się ktoś, kto mi wymieni dirhamy na euro. Zostało mi 28 euro. Na autobus zdążyłem na ostatnią chwile i jeszcze musiałem sie pokłócic z kolesiem który dosłownie dotknął mój bagaż gdy wkładałem go luku w autobusie i chciał za to kase. No ale w końcu mogłem odpocząć.
W porcie odbyło sie bez żadnych problemów (choć nie rozumiem czemu nikt mnie nie sprawdzał, gdy bramka pikała dwukrotnie jak przez nia przechodziłem). Szybko wylądowałem na promie i siedziałem sobie patrząc jak czarny ląd bardzo powoli znika na horyzoncie. Miałem mieszane uczucia, bo ostatnimi dniami nabrałem chęci, żeby tam zostać na dłużej. Z drugiej strony byłem szczęśliwy, że już wracam, do rodziny, znajomych. Oczywiście szczęscie specjalnie mi nie dopisało, bo na autobus do Malagi spóźniłem się zaledwie 2 minuty. Przyszło mi czekać godzinke ale nic wielkiego. Ponieważ umówiłem się wcześniej z Anią, że przenocuje mnie w Maladze to dałej jej znać smsowo o której będę. Niestety nie dostałem żadnej odpowiedzi. Drugiego smsa pisałem juz jak dojezdzałem ale znowu mój sms chyba poszedł w eter. Czekałem na dworcu z godzine, po czym zdecydowałem, ze ide poszukać kawiarenki internetowej. Kluczowe dla mnie było dowiedzieć się, czy mój lot nie został odwołany (ze względu na strajk we Francji który rozpoczął sie 19 października). Liczyłem też może na to, że złapię Anie przez neta. Kafejka była na dworcu autobusowym, ale oczywiście akurat jak chciałem tam iśc, to padły im serwery. Ruszyłem więc w miasto i szukałem kafejki na własną rękę. Ciężko było, bo ludzie niekumaci z angielskiego. W końcu jedna kobieta mi pomogła i udało mi sie znaleźć jakąś kafejke.
Okazało się, że mój lot jest aktualny, co niezmiernie mnie ucieszyło, bo oznaczało, że zdąże na ślub Mileny i Satyi. Kamień spadł mi z serca. Anke też złapałem przez fejsbooka. Okazalo się, że gdzieś zapodziała telefon i myślała że dam jej znać wcześniej, że przyjade. Na szczęście jednak wszystko poszło później juz gładko, pomimo tego małego nieporozumienia. Ugoszczony zostałem po królewsku. Makaron, kąpiel, nocleg i towarzystwo trzech fajnych dziewczyn (pozdrawiam dziewczyny
) - dla zmęczonego wędrowca istny raj
Już dziękowałem Ani sto razy chyba ale moge podziękować jeszcze raz - DZIĘKI !! Samolot miałem na 6 rano, a ponieważ nie było aotubusów na lotnisko o tej porze, musiałem się woziść wcale nietanią taksówką. Pobudka tez nieza fajna, bo wstawanie o 3:50 rano, gdy poszło się spać po 1 raczej do najprzyjemniejszych nie należy. Na lotnisku byłem tak gdzieś 4:45 więc do zamknięcia wyjścia o 5:30 miałem 45 minut. Wydawać by sie mogło, że całĸiem dużo. O ile odprawa bagażu poszła dość szybko to już odprawa pasażerów była tragicznie długa. Tak się złożyło, że było wiele lotów o tej porze a uruchomiono tylko dwie bramki. Stworzyła się więc gigantyczna kolejka. Zacząłem sie bardzo denerwować. Koniec końców przy wyjściu byłem o ... 5:42. No więc troche szczęścia miałem
Pierwsze wrażenia z Polski ?? Masakrycznie zimno
:D Na szczęście miałem przyjemny powrót do domu, bo odwozili mnie znajomi od rodziców.
I tak praktycznie skończyła się moja przygoda z Marokiem
Obecnie siedze w domku
Juz cały szczęśliwy, zmęczony i przygotowujący sie psychicznie na następne dni.Zanim jednak dotarłem do moich ukochanych Tychów to musiałem przebyć wiele kilometrów.
Wszystko zaczęło się rano w Chefchouan. Razem z najlepszymi Polakami pod słońcem poszliśmy na dworzec autobusowy koło 6 rano. Tam się pożegnaliśmy bo ich gnało aż do Nadoru i okolic a mnie do Tangeru. Nie zazdrosciłem im tej 10 godzinnej podróży, ale z smsa Wojtka wynikało, że wrażenia całkiem całĸiem. Mój autobus był hmmm, jakby to powiedzieć... No właśnie taki. W połowie trasy, konkretnie w Tetuan oczekiwała mnie niespodziewana przesiadka do drugiego autobusu, tego samego typu, ale jednak w tym lepszego, ze nikt obok mnie nie siedział i mogłem jakos pomiescic moje nogi na siedzeniu obok.
W Tangerze wylądowałem w nieznanym sobie miejscu, ale przewodnik zdał egzamin poraz kolejny i szybko znalazłem drogę. W porcie dowiedziałem się, że jeśli chce bezpośrednio dostać się do Algercias musze dostac sie do nowego portu. Za pomocą autobusu bo znajduje sie on okolo 40 km od Tangeru. Na dworcu dowiedziałem sie, ze autobus jest za darmo ale trzeba miec bilet. Niestety pan obsługujący kasy olał moje zapytanie o to, w jaki sposób mam zdobyć bilet, skoro powiedziano mi w porcie, ze bilet do Algercias musze kupic w nowym porcie. Na szczęście ktos inny mi pomógł i wskazał mi miejsce gdzie mogłem kupić taki bilet na miejscu i tym samym dostać się do nowego portu za pomocą autobusu.
Nie był to jednak koniec problemów. Priorytetem stała się wymiana marokańskich dirhamów na euro. Potrzebowałem tej kasy, żeby mieć na bilet do Malagi i na bilet na autobus na lotnisko. Jednak jak się okazało wymiana pieniędzy na euro nie jest tak łatwa jak wymiana na dirhamy. W pobliżu portu żaden kantor nie chciał mi sprzedać ojro. Została mi jedna opcja - iść w góre miasta do mediny. Wiedzialem, że tam jest ulica na której jest pełno kantorów. Problemem było to, że autobus odjeżdzał mi za 15 minut. Ruszyłem więc ostro i gazem pod góre z plecakiem niemalże biegłem. Spociłem sie jakbym biegł maraton
W końcu dotarłem na miejsce i musiałem odwiedzić chyba ok 6 kantorów, by znalazł się ktoś, kto mi wymieni dirhamy na euro. Zostało mi 28 euro. Na autobus zdążyłem na ostatnią chwile i jeszcze musiałem sie pokłócic z kolesiem który dosłownie dotknął mój bagaż gdy wkładałem go luku w autobusie i chciał za to kase. No ale w końcu mogłem odpocząć.W porcie odbyło sie bez żadnych problemów (choć nie rozumiem czemu nikt mnie nie sprawdzał, gdy bramka pikała dwukrotnie jak przez nia przechodziłem). Szybko wylądowałem na promie i siedziałem sobie patrząc jak czarny ląd bardzo powoli znika na horyzoncie. Miałem mieszane uczucia, bo ostatnimi dniami nabrałem chęci, żeby tam zostać na dłużej. Z drugiej strony byłem szczęśliwy, że już wracam, do rodziny, znajomych. Oczywiście szczęscie specjalnie mi nie dopisało, bo na autobus do Malagi spóźniłem się zaledwie 2 minuty. Przyszło mi czekać godzinke ale nic wielkiego. Ponieważ umówiłem się wcześniej z Anią, że przenocuje mnie w Maladze to dałej jej znać smsowo o której będę. Niestety nie dostałem żadnej odpowiedzi. Drugiego smsa pisałem juz jak dojezdzałem ale znowu mój sms chyba poszedł w eter. Czekałem na dworcu z godzine, po czym zdecydowałem, ze ide poszukać kawiarenki internetowej. Kluczowe dla mnie było dowiedzieć się, czy mój lot nie został odwołany (ze względu na strajk we Francji który rozpoczął sie 19 października). Liczyłem też może na to, że złapię Anie przez neta. Kafejka była na dworcu autobusowym, ale oczywiście akurat jak chciałem tam iśc, to padły im serwery. Ruszyłem więc w miasto i szukałem kafejki na własną rękę. Ciężko było, bo ludzie niekumaci z angielskiego. W końcu jedna kobieta mi pomogła i udało mi sie znaleźć jakąś kafejke.
Okazało się, że mój lot jest aktualny, co niezmiernie mnie ucieszyło, bo oznaczało, że zdąże na ślub Mileny i Satyi. Kamień spadł mi z serca. Anke też złapałem przez fejsbooka. Okazalo się, że gdzieś zapodziała telefon i myślała że dam jej znać wcześniej, że przyjade. Na szczęście jednak wszystko poszło później juz gładko, pomimo tego małego nieporozumienia. Ugoszczony zostałem po królewsku. Makaron, kąpiel, nocleg i towarzystwo trzech fajnych dziewczyn (pozdrawiam dziewczyny
) - dla zmęczonego wędrowca istny raj
Już dziękowałem Ani sto razy chyba ale moge podziękować jeszcze raz - DZIĘKI !! Samolot miałem na 6 rano, a ponieważ nie było aotubusów na lotnisko o tej porze, musiałem się woziść wcale nietanią taksówką. Pobudka tez nieza fajna, bo wstawanie o 3:50 rano, gdy poszło się spać po 1 raczej do najprzyjemniejszych nie należy. Na lotnisku byłem tak gdzieś 4:45 więc do zamknięcia wyjścia o 5:30 miałem 45 minut. Wydawać by sie mogło, że całĸiem dużo. O ile odprawa bagażu poszła dość szybko to już odprawa pasażerów była tragicznie długa. Tak się złożyło, że było wiele lotów o tej porze a uruchomiono tylko dwie bramki. Stworzyła się więc gigantyczna kolejka. Zacząłem sie bardzo denerwować. Koniec końców przy wyjściu byłem o ... 5:42. No więc troche szczęścia miałem
Pierwsze wrażenia z Polski ?? Masakrycznie zimno
:D Na szczęście miałem przyjemny powrót do domu, bo odwozili mnie znajomi od rodziców. I tak praktycznie skończyła się moja przygoda z Marokiem
-
Ania:
"Ponieważ umówiłem się wcześniej z Anią"- umówiliśmy się, że dasz wcześniej dać... znak życia już po przyjeździe do Malagi to dla mnie nie jest wcześniej :P byłam pewna, że zrezygnowałeś z noclegu jak poprzednim razem ;)!
to tak gwoli wyjaśnienia ;)
pozdrawiam!
-
Artur Skrzydło: No, Ania masz racje :P
-
schmittko: no przyznaję, że dopiero teraz doczytałem do końca, ale lepiej późno niż wcale :) Niezłe przygody. Swoje przeżyłeś :) Jeszcze raz gratulacje!
Hej
Jestem w Szewszawan. To bedzie krotki post bo nie mam za wiele czasu. Jest ogolnie super. Idealne miejsce na zakonczenie podrozy. Miasteczko to krolestwo koloru niebieskiego w przeroznych odceniach. Uliczki sa magiczne. No tego sie nie da opisac. Ten intensywny niebieskie kolor. Jako ze to Marokanska stolica haszu to mozna to roznych ciekawych ludzi spotkac. Spotkaleù w busie dwoje mega fajnych Polakow, Wojtka i Gosie. No i se tak tu siedzimy w miasteczku. Wczorajszy wieczor na dachu z Japonczykiem Wata rzadzi. a dzisiaj maly trip w gory. Magiczne miejsce do ktorego napewno bede chcial wrocic.
No a jutro z rana zaczynam podroz powrotna. Oby wszystko poszlo po mojej mysli. W koncu sie zobaczymy. Marze o zimnym piwie
Jestem w Szewszawan. To bedzie krotki post bo nie mam za wiele czasu. Jest ogolnie super. Idealne miejsce na zakonczenie podrozy. Miasteczko to krolestwo koloru niebieskiego w przeroznych odceniach. Uliczki sa magiczne. No tego sie nie da opisac. Ten intensywny niebieskie kolor. Jako ze to Marokanska stolica haszu to mozna to roznych ciekawych ludzi spotkac. Spotkaleù w busie dwoje mega fajnych Polakow, Wojtka i Gosie. No i se tak tu siedzimy w miasteczku. Wczorajszy wieczor na dachu z Japonczykiem Wata rzadzi. a dzisiaj maly trip w gory. Magiczne miejsce do ktorego napewno bede chcial wrocic. No a jutro z rana zaczynam podroz powrotna. Oby wszystko poszlo po mojej mysli. W koncu sie zobaczymy. Marze o zimnym piwie
Fez jest fest
Sorry ze taka przerwa w wiadomosciach na blogu, ale bylem dosc zajety, mialem intesywne dni.
Volubilis okazalo sie super. Z roznych wzgledow
No i rano w Meknesu do Fezu. Autobus jechal kolo 1,5 h wiec looz. Gorzej bylo po wyjsciu z busa. Mianowicie pomylilem lokalizacje, bo stacja autobusowa na ktorej wyladowalem, choc wielka, to nie byla zaznaczona na mojej mapie. Wiec dosc tak duzo pobladzilem. Pomogla mi troche trojka Polakow z Plocka. No i w koncu mniej wiecej znalazlem droge do schroniska mlodziezowego. Jak juz tam dotarlem, caly szczesliwy to okazalo sie, ze nie ma miejsc. W pobliskim hotelu nie bylo ani zywej duszy. Wiec ostatnia dosc tania opcja byla.. na drugim koncu miasta. I znowu zapychanie. Tak sobie wedrowalem w najgoretszej porze dnia przez 3 godziny. Na miejscu moze warunki nie krolewskie. Z tym ze cieply prysznic 10 dirhamow. Gdy zobaczyli ze biore prysznic z zimna woda pojawil sie dla mnie specjalny cennik, czyli 5 dirhamow za zimna wode. Komentarz chyba zbedny.
Po chwilowym wypoczynku ruszylem w miasto. Okazalo sie naprade ogromne. I piekne. Dzieki bogu sa tu trasy tematyczne i dzieki temu nie tak latwo sie zgubic w medinie. W koncu 9465 ulic moze zrobic nieco problemu. Szcegolnie ze nie sa pooznaczane. A jesli juz to tylko po arabsku. No w kazdym badz razie sobie sporo pozwiedzalem.
Powrot nocny przez medine to byl thriller w najlepszym wydaniu. Ciemno podejrzane typy i setki tak samo wygladajcych uliczek. Strach sie bac. Na szczescie w polowie drogi z opresji wybawil mnie Abdul, ktory o dziwo za pokazanie mi drogi nic nie chcial.
Dzisiaj juz bylo przadne zwiedzanie. Pomimo intesywnosci miasta mozna znaezc miejsca, w ktorych jest spokoj takie jak np przpiekny cmentarz zydowski (najesc tez sie mozna bo rosna tam drzewa pomaranczowe
)W sumie to teraz wrocilem ze wzgorza, z ktorego rozciagal sie znakomity widok na cale miasto. Pieknie, oaza spokoju. Fez jest fascynujacy. Ale tak jak prawie kawde miasto bardzo meczacy. Rezste opowiadan po powrocie, bo na cala historie skladaja sie setki detali, malych przygod, spotkan, rozmow. Nie sposob tego opisac. Szcegolnie jak sie ma ograniczenia czasowe na necie.
Pozdrawiam Piotrka M, ktory napisal mi gigantycznego smsa
Jutro do Szawszawan, czyli ostatniego punktu podrozy.
Sorry ze taka przerwa w wiadomosciach na blogu, ale bylem dosc zajety, mialem intesywne dni.Volubilis okazalo sie super. Z roznych wzgledow

No i rano w Meknesu do Fezu. Autobus jechal kolo 1,5 h wiec looz. Gorzej bylo po wyjsciu z busa. Mianowicie pomylilem lokalizacje, bo stacja autobusowa na ktorej wyladowalem, choc wielka, to nie byla zaznaczona na mojej mapie. Wiec dosc tak duzo pobladzilem. Pomogla mi troche trojka Polakow z Plocka. No i w koncu mniej wiecej znalazlem droge do schroniska mlodziezowego. Jak juz tam dotarlem, caly szczesliwy to okazalo sie, ze nie ma miejsc. W pobliskim hotelu nie bylo ani zywej duszy. Wiec ostatnia dosc tania opcja byla.. na drugim koncu miasta. I znowu zapychanie. Tak sobie wedrowalem w najgoretszej porze dnia przez 3 godziny. Na miejscu moze warunki nie krolewskie. Z tym ze cieply prysznic 10 dirhamow. Gdy zobaczyli ze biore prysznic z zimna woda pojawil sie dla mnie specjalny cennik, czyli 5 dirhamow za zimna wode. Komentarz chyba zbedny.
Po chwilowym wypoczynku ruszylem w miasto. Okazalo sie naprade ogromne. I piekne. Dzieki bogu sa tu trasy tematyczne i dzieki temu nie tak latwo sie zgubic w medinie. W koncu 9465 ulic moze zrobic nieco problemu. Szcegolnie ze nie sa pooznaczane. A jesli juz to tylko po arabsku. No w kazdym badz razie sobie sporo pozwiedzalem.
Powrot nocny przez medine to byl thriller w najlepszym wydaniu. Ciemno podejrzane typy i setki tak samo wygladajcych uliczek. Strach sie bac. Na szczescie w polowie drogi z opresji wybawil mnie Abdul, ktory o dziwo za pokazanie mi drogi nic nie chcial.
Dzisiaj juz bylo przadne zwiedzanie. Pomimo intesywnosci miasta mozna znaezc miejsca, w ktorych jest spokoj takie jak np przpiekny cmentarz zydowski (najesc tez sie mozna bo rosna tam drzewa pomaranczowe
)W sumie to teraz wrocilem ze wzgorza, z ktorego rozciagal sie znakomity widok na cale miasto. Pieknie, oaza spokoju. Fez jest fascynujacy. Ale tak jak prawie kawde miasto bardzo meczacy. Rezste opowiadan po powrocie, bo na cala historie skladaja sie setki detali, malych przygod, spotkan, rozmow. Nie sposob tego opisac. Szcegolnie jak sie ma ograniczenia czasowe na necie.Pozdrawiam Piotrka M, ktory napisal mi gigantycznego smsa
Jutro do Szawszawan, czyli ostatniego punktu podrozy.
-
schmittko: nie był wcale taki gigantyczny :) w końcu udało mi się streścić w zaledwie trzech częściach :) A na marginesie - nie uszło mojej uwadze, że zareklamowałeś kiedyś mojego bloga u siebie, więc teraz Ci się odpłaciłem :) Dużo mógłbym tu skomentować, bo choć Twoja podróż zgoła odmienna od mojej, to jednak wszystkie podróże mają w sobie zawsze jakąś część wspólną - taką atmosferę przygody, którą tu wyczuwam i przez to świetnie mi się czyta i gorąco kibicuję. Powodzenia w dalszym ciągu!
Jeszcze pare slow o Rabacie. Kolejny dzien okazal sie bardzo przyjazny do zwiedzania. Swiecilo sloneczko az milo, choc ranek tego nie zapowiadal. W ogole rabat okazal sie swietnym miastem. Znacznie bardziej przyjaznym od Casablanci. Wiadomo, halas tez tu byl ale w koncu to stolica panstwa. Jest tu natomiast bardzo wiele miejsc cichych a przede wszystkim wartych odwiedzenia. Najbardziej zachwycila mnie kasba Al-Udaja. Urokliwe miejsce. Najpierw ciekawy ogrod a potem platanina przpieknych waskich uliczek. Przyjelnoscia bylo sie w nich zgubic. Wszystkie domu i ulice bardzo zadbane. Swietne miejsce do fotografowania. A na koniec wyjscie na plac z widokiem na ocean. No cud miod i orzechy. Caly dzien zwiedzalem miasto i musze stwierdzic ze ludzie sa tu znacznie milsi. Nie tak natarczywi. A jezcze co do dziewczyn, to tu juz wiekszosc ubiera sie po europejsku i bardzo wiele z nich jest bardzo ladnych. W miescie bylo jeszce wiele ciekwych rzeczy do oblookania i tak praktycznie spedzilem caly dzien. Potem z Rachidem powrot do domciu.
Musze powiedziec ze rodzina Rachida to wspaniali ludzie. No po prostu niesamowicie dobrzy. Ugoscili mnie super, dali jedzenie, ktore bylo wrecz pyszne. Brat pokazywal mi takie sztuczki z kartami ze musialem zbierac szczeke z podlogi. Normalnie jak na dobrym pokazie iluzjonisty. Fajnie ze w koncu trafilem na takich dobrych ludzi, bo przynajmniej mam o nich lepsza opinie.
Wczoraj wyladowalem w Meknes. I dzieki temu ze pomylilem wschod z zachodem, to trafilem w dobre miejsce
Pomogla mi tez poznana Sahi i trafilem do schroniska mlodziezowego, najtanszej opcji w miescie. Turystow juz nie ma tutaj tak wiele i latwiej jest wszystko zwiedzac. Miasto moze nie jest jakilms cudem architektury ale jest ok. Za to zachod slonca byl z kosmosu. Takich chmur to ja nie wiem czy kiedykolwiek widzialem w swoim zyciu.
Teraz jestem w Moulay Idris. Pieknym miasteczku zbudowanym na zboczu gory a za godzine wybieram sie pieszo do Volubilis, czyli ruin miasta sprzed 2 ty lat. W moim przewodniku pisze ze to 5 km i najlepsze, ze pisalo ze to dla odwaznych
no comments 10 km pieszo ma byc trudne ?
Wogole duzo jest jeszce do opowiadania. Ale to po powrocie
Ktory juz niedlugo.
Musze powiedziec ze rodzina Rachida to wspaniali ludzie. No po prostu niesamowicie dobrzy. Ugoscili mnie super, dali jedzenie, ktore bylo wrecz pyszne. Brat pokazywal mi takie sztuczki z kartami ze musialem zbierac szczeke z podlogi. Normalnie jak na dobrym pokazie iluzjonisty. Fajnie ze w koncu trafilem na takich dobrych ludzi, bo przynajmniej mam o nich lepsza opinie.
Wczoraj wyladowalem w Meknes. I dzieki temu ze pomylilem wschod z zachodem, to trafilem w dobre miejsce
Pomogla mi tez poznana Sahi i trafilem do schroniska mlodziezowego, najtanszej opcji w miescie. Turystow juz nie ma tutaj tak wiele i latwiej jest wszystko zwiedzac. Miasto moze nie jest jakilms cudem architektury ale jest ok. Za to zachod slonca byl z kosmosu. Takich chmur to ja nie wiem czy kiedykolwiek widzialem w swoim zyciu. Teraz jestem w Moulay Idris. Pieknym miasteczku zbudowanym na zboczu gory a za godzine wybieram sie pieszo do Volubilis, czyli ruin miasta sprzed 2 ty lat. W moim przewodniku pisze ze to 5 km i najlepsze, ze pisalo ze to dla odwaznych
no comments 10 km pieszo ma byc trudne ? Wogole duzo jest jeszce do opowiadania. Ale to po powrocie
Ktory juz niedlugo.
-
Lemi:
koko Jumbo i do przodu ! :D
przywieź mi jakąś ładną dziewczynę na pamiątkę :D !!
-
nimfomanka:
No cóż... "5 km dla odważnych" brzmi dosc groteskowo w zestawieniu z Twoimi zeszłorocznymi wyczynami :) Trzymaj się
-
jospeh1983:
Motor carena, herder, who guessed tradename for revolutionary conditions for improvise agnate subway model. http://egoweji.com
Szczerze powiem że cieszę się tu dużym co najmniej zainteresowaniem ze strony dziewcząt. Te blond włosy chyba robią swoje
a obecnie jestem w Meknes bo plany się nieco zmieniły. Pozdrowienia
a obecnie jestem w Meknes bo plany się nieco zmieniły. Pozdrowienia
-
Bezedura: a one nie są aby pilnowane przez miejscowych facetów jak oczka w głowie :D?
Hej wszystkim. To znowu ja
Tymrazem pisze po promocyjnych cenach. Znaczy w Rabacie jestem
A najlepsze ze w sumie juz nie w Rabacie ale w Sale ( wyprzedaz
). Jestem u Rachida, czlowieka znalezionego przez hospitalityclub.org. Co ciekawe, jest starszy ode mnie o dokladnie 6 dni
kocha podroze i ... studiuje informatyke
Do Rabatu jechalem pociagiem i bylo bardzo milo i bardzo szybko. Siedzenia w drugiej klasie a nasze pkp przebija na glowe. Z tym ze kolej tutaj funkcjonuje chyba tylko na polnocy kraju. Z takich ciekawostek to przypomnialo mi sie, ze oni nie maja tutaj swiatel dla przechodniow. Sa tylko swiatla dla samochodow i trzeba po prostu patrzyc kiedy sie zatrzymuja.
Jezsce pare slow o Casablance. 3,6 miliona ludzi. Wielki motloch i ciezko tam wytrzymac. Zbyt duzy halas, zbyt duzy smog. Niewiele rzeczy do ogladania. Ale meczet Hasana powalil mnie naprawde na lopaty. Jeszcze taka pogoda sie zabojcza zrobila, ze nie wiedzialem czy ogladac meczet czy robic foty cudownego zachodu slonca. Meczet polozony nad oceanem i jest naprawde ogromny. I to byloby wszystko jesli chodzi o Casablance. Jeszce moze pare drobiazgow ale to tyle.
W Rabacie natomiast deszcowo. Dopoki Rachid mial praktyki chodzilem sobie po miescie, ale w pewnym momencie zatrzymal mnie ulewny deszcz i koniec zwiedzania. Pochmurno, szaro, brzydko. A miasto wydaje sie prezentowac calkiem calkiem. Poniewaz zostaje u Rachida na dwie noce, to mam nadzieje, ze jutro bedzie lepsza pogoda na zwiedzanie. Narazie tyle chyba
Pozdrowienia dla Siutka. TAk, lupie i pale wioski tutaj tylko, a te wpisy to ino przykrywka. Szykuj sie bo przywioze harem Marokanek
( tak na marginesie calkiem ladne sa Marokanki )
Tymrazem pisze po promocyjnych cenach. Znaczy w Rabacie jestem
A najlepsze ze w sumie juz nie w Rabacie ale w Sale ( wyprzedaz
). Jestem u Rachida, czlowieka znalezionego przez hospitalityclub.org. Co ciekawe, jest starszy ode mnie o dokladnie 6 dni
kocha podroze i ... studiuje informatyke
Do Rabatu jechalem pociagiem i bylo bardzo milo i bardzo szybko. Siedzenia w drugiej klasie a nasze pkp przebija na glowe. Z tym ze kolej tutaj funkcjonuje chyba tylko na polnocy kraju. Z takich ciekawostek to przypomnialo mi sie, ze oni nie maja tutaj swiatel dla przechodniow. Sa tylko swiatla dla samochodow i trzeba po prostu patrzyc kiedy sie zatrzymuja.
Jezsce pare slow o Casablance. 3,6 miliona ludzi. Wielki motloch i ciezko tam wytrzymac. Zbyt duzy halas, zbyt duzy smog. Niewiele rzeczy do ogladania. Ale meczet Hasana powalil mnie naprawde na lopaty. Jeszcze taka pogoda sie zabojcza zrobila, ze nie wiedzialem czy ogladac meczet czy robic foty cudownego zachodu slonca. Meczet polozony nad oceanem i jest naprawde ogromny. I to byloby wszystko jesli chodzi o Casablance. Jeszce moze pare drobiazgow ale to tyle.
W Rabacie natomiast deszcowo. Dopoki Rachid mial praktyki chodzilem sobie po miescie, ale w pewnym momencie zatrzymal mnie ulewny deszcz i koniec zwiedzania. Pochmurno, szaro, brzydko. A miasto wydaje sie prezentowac calkiem calkiem. Poniewaz zostaje u Rachida na dwie noce, to mam nadzieje, ze jutro bedzie lepsza pogoda na zwiedzanie. Narazie tyle chyba

Pozdrowienia dla Siutka. TAk, lupie i pale wioski tutaj tylko, a te wpisy to ino przykrywka. Szykuj sie bo przywioze harem Marokanek
( tak na marginesie calkiem ladne sa Marokanki )
-
milena:
panne na wesele sobie przywiez :P
Casablanca. Wielkie miasto. Hałas na ulicach, mnóstwo sklepów, ludzi. Ale warto tu przyjechać dla jednej rzeczy - meczetu Hasana, drugiego największego meczetu na świecie. Po prostu cudo.
-
Nefertiti_88: Super! Uwielbiam podróże. :)
Essaouira. Miasto artystow ktorzy przybywali tu szukac natchnienia. Tworzyli tu wielcy malarze, pisano tu ksiazki, a wszystko to zainspirowane klimatem miasteczka. Krecono to tez zdjecia do paru filmow, takich jak Krolestwo Niebieskie.
Co jest urzekajacaego w tym 75 tys miasteczku ? Sam musialem troche pochodzic zeby to odkryc. Przede wsystkim na poczatku wrazenia nie najlepsze bo padalo i bylo szaro. Ale nawet taka pogoda nie byla w stanie zniszczyc uroku tego miejsca gdy przeszedlem przez medinei doszedlem do portu i umocnien miejskich. To co charakterystyczne to rzeza mew przelatujacych tuz nad glowami. Obracam sie w prawo i widze potege oceanu w calej okazalosci. Okropny wiatr i fale rozbijajce sie o brzeg z niesamowitym impetem. Czasem oblewajac turystow. Mialem to szcescie ze pod wieczor w miare sie przejasnilo i z wiezy obronnej miasta moglem obserwowac zachod slonca. Bylo przepieknie. Dodatkowo fale wzbijajace sie nawet na kilka metrow, morze ptakow - wszystko to skladalo sie na hipnotyzujacy widok, od ktorego nie sposb bylo sie oderwac. Siedzialem jak zahipnotyzowany i odszedlem dopiero jak zrobilo sie kompletnie ciemno. Dodatkowy urok uliczek po zmroku. Takie widoki pamieta sie na cale zycie. I wtedy zrozumialem czemu artysci szukaja tu weny. Mozna ja znalezc w kazdym kawalku nieba, ziemii, czy ulicy.
Liczylem ze nastepnego dnia zrobi sie lepsza pogoda ale sie przeliczylem. Pada, szaro. Zastanawiam sie jak to niebiesko biale miasteczko wyglada przy slonecznej pogodzie. Co ciekawe udalo mi sie dzisiaj byc na mszy sw. Brakowalo tego. Co prawda po francusku a ksiadz byl bardzo smieszny chodzac po kosciele i dyrygujac obecnymi do spiewania. Pogoda niestety sie nie poprawila ale dzisiaj znowu ide na mury, zeby posiedziec i pomyslec.
Jutro rano do Casablanci autobus. Nastepne dni to Rabat. Wiec mam nadzieje ze pogoda sie poprawi bo to miasta portowe. A potem miasta sultanskie.
Co jest urzekajacaego w tym 75 tys miasteczku ? Sam musialem troche pochodzic zeby to odkryc. Przede wsystkim na poczatku wrazenia nie najlepsze bo padalo i bylo szaro. Ale nawet taka pogoda nie byla w stanie zniszczyc uroku tego miejsca gdy przeszedlem przez medinei doszedlem do portu i umocnien miejskich. To co charakterystyczne to rzeza mew przelatujacych tuz nad glowami. Obracam sie w prawo i widze potege oceanu w calej okazalosci. Okropny wiatr i fale rozbijajce sie o brzeg z niesamowitym impetem. Czasem oblewajac turystow. Mialem to szcescie ze pod wieczor w miare sie przejasnilo i z wiezy obronnej miasta moglem obserwowac zachod slonca. Bylo przepieknie. Dodatkowo fale wzbijajace sie nawet na kilka metrow, morze ptakow - wszystko to skladalo sie na hipnotyzujacy widok, od ktorego nie sposb bylo sie oderwac. Siedzialem jak zahipnotyzowany i odszedlem dopiero jak zrobilo sie kompletnie ciemno. Dodatkowy urok uliczek po zmroku. Takie widoki pamieta sie na cale zycie. I wtedy zrozumialem czemu artysci szukaja tu weny. Mozna ja znalezc w kazdym kawalku nieba, ziemii, czy ulicy.
Liczylem ze nastepnego dnia zrobi sie lepsza pogoda ale sie przeliczylem. Pada, szaro. Zastanawiam sie jak to niebiesko biale miasteczko wyglada przy slonecznej pogodzie. Co ciekawe udalo mi sie dzisiaj byc na mszy sw. Brakowalo tego. Co prawda po francusku a ksiadz byl bardzo smieszny chodzac po kosciele i dyrygujac obecnymi do spiewania. Pogoda niestety sie nie poprawila ale dzisiaj znowu ide na mury, zeby posiedziec i pomyslec.
Jutro rano do Casablanci autobus. Nastepne dni to Rabat. Wiec mam nadzieje ze pogoda sie poprawi bo to miasta portowe. A potem miasta sultanskie.
-
mottSpootiamn:
bardzo ciekawe, dzieki
Artur Skrzydło
Artur Skrzydło, Tychy, Polska
Motto: "W dżungli były dwie ścieżki. Wybrałem tą mniej wydeptaną" - J. Pałkiewicz
Telefon: +48792180635
Strony WWW:
Ostatnie komentarze
-
jospeh1983, 64 dni temu »
-
mottSpootiamn, 161 dni temu »

-
Bezedura:
-
Bezedura:
-
Blue:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›